B. Godusławski: absolutnie nie zgadzam się z mówieniem „afera KNF”

23.11.2018 | Zespół Analiz Online

Od czasu publikacji przez „Gazetę Wyborczą” nagrań z gabinetu przewodniczącego KNF mnożą się pytania dotyczące różnych wątków tej sprawy. Odpowiedzi szukamy w rozmowie z Bartkiem Godusławskim z DGP

W nagraniach słychać, jak były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) Marek Chrzanowski opowiada Leszkowi Czarneckiemu o tzw. „planie Zdzisława”, który miałby być dla bankowych interesów Czarneckiego niebezpieczny i proponuje miliarderowi zatrudnienie wskazanego prawnika w nadzorowanym banku i to na określonych warunkach.

Zapisz się na Newsletter

Co zyskujesz?

Powiadomienia o ważnych wydarzeniach i nowościach rynkowych, najnowsze
oceny i raporty oraz zawsze aktualną listę TOP5 funduszy inwestycyjnych.

Bartek Godusławski z Dziennika Gazety Prawnej w rozmowie z Robertem Stanilewiczem w Analizy.player mówi o tym, że – jego zdaniem – nie wiemy, czy faktycznie doszło do złożenia korupcyjnej propozycji. Bo chociaż cała rozmowa miała charakter korupcyjny, to jeszcze nie oznacza, że taką korupcję uda się udowodnić. Nie zmienia to jednak – jego zdaniem faktu, że wiarygodność samego Chrzanowskiego po tym, co usłyszeliśmy na nagraniu, jest zerowa. Oczywiście sama instytucja, którą kierował Chrzanowski poniosła też straty wizerunkowe, chociaż – jak podkreśla dziennikarz – sprawa dotyczy tylko jej przewodniczącego.

„Wiarygodność urzędu bardzo mocno ucierpiała i dzisiaj mówimy „afera KNF”. Ja się absolutnie z tym nie zgadzam. Dzisiaj to jest „afera Marka Chrzanowskiego”, byłego szefa KNF, ale nie KNF. W KNF-ie, w którym pracuje pewnie ponad tysiąc urzędników nie można powiedzieć, że tam każdy ma coś za uszami. To jest urząd fundamentalnie ważny z punktu widzenia polskiej gospodarki i rynku kapitałowego” – mówi Bartek Godusławski.

Kolejne fundamentalne pytanie brzmi: ile jeszcze takich przypadków było, że ktoś był rekomendowany do pracy w prywatnej spółce przez szefa KNF.

Nie wiemy też, czy rzeczywiście chodziło o to, by działaniami administracyjnymi doprowadzić banki Leszka Czarneckiego do stanu, w którym przeprowadzenie tzw. resolution byłoby jedynym wyjściem. Ten scenariusz nazywany jest teraz „planem Zdzisława”. To właśnie w tym kontekście o zamiarach Zdzisława Sokala, szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego mówi w nagraniu były przewodniczący KNF. Jeśli jednak scenariusza celowego zniszczenia banku nie było, to może się okazać się, że szef BFG po prostu wykonywał swoją pracę.

„Jego pracą jest de facto przygotowywanie „planów Zdzisława” bo „plan Zdzisława” to nic innego jak resolution, czyli mechanizm przymusowej restrukturyzacji banków. Płacimy mu za to jako podatnicy pieniądze, żeby on takie plany opracowywał” – tłumaczy Godusławski.

Kluczowe pytanie – dodaje Godusławski – brzmi: czy państwo różnymi metodami, mechanizmami próbowało coś takiego wymusić na tym banku, pogorszyć w sposób świadomy jego sytuację, żeby później pozbyć się ryzyka systemowego związanego z bankiem, czy też bank był w takiej kondycji, w której należało już kilka miesięcy temu rozważać mechanizmy przymusowej restrukturyzacji.

TAGI:

KNF

zobacz także

↑ na górę