Quercus TFI: Czas płynie na niekorzyść Europy
W ostatnich tygodniach optymizm wyraźnie opuścił inwestorów. Po bardzo udanym I kwartale na rynkach finansowych, wiosna upływa pod znakiem powrotu do obaw, które towarzyszyły nam w III kwartale ubiegłego roku.
/sprawdź wyniki funduszy akcji polskich w ostatnim czasie/
W Europie, a w szczególności w strefie euro, sytuacja komplikuje się coraz bardziej. Odejście Grecji od wspólnej waluty jest coraz bardziej prawdopodobne. Oczywiście można przeznaczać kolejne setki mld euro do podtrzymania obecnego nienaturalnego stanu, ale czy nie lepiej w końcu przerwać podawanie kroplówki? Nikt nie wie, czym się to skończy. Czy powtórką po upadku Lehmana, czy też chwilowym wstrząsem, po którym zaczną obowiązywać zdrowsze relacje. Nie można też przewidzieć, jaki będzie dalszy rozwój wydarzeń w przypadku kolejnych krajów. Ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że obecny stan, kiedy południowa Europa funkcjonuje na kroplówce, jest i tak nie do utrzymania na dłuższą metę. Lepiej poeksperymentować na małej Grecji, niż dopuścić do tego, aby grecki scenariusz powtórzył się w kilku większych krajach, takich jak Hiszpania czy Włochy.
W Polsce sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej, chociaż zawdzięczmy to głównie temu, że nie zdążyliśmy się jeszcze rozpędzić z życiem ponad stan oraz że nie przyjęliśmy wspólnej waluty. Złoty działa niczym bufor bezpieczeństwa – zwiększa się nerwowość na rynkach finansowych, złoty się osłabia. I nie ma to nic wspólnego z jego fundamentalną wartością, tym bardziej wobec euro, którego kondycja jest taka, jaką wszyscy widzimy.
Tym, czym mogą martwić się nasi inwestorzy, jest malejąca dynamika zysków polskich spółek. Coraz trudniej znaleźć firmy, których wyniki rosną w podobnym tempie, jak jeszcze kilka lat wcześniej. Stajemy się powoli rynkiem coraz bardziej dojrzałym. Coraz częściej będziemy musieli się zadawalać wzrostem zysków spółek o kilka, góra kilkanaście procent. Do tego trzeba uwzględnić całą rzeszę firm, których wyniki poddawane są okresowej weryfikacji. Tak obecnie dzieje się z szeroko rozumianym sektorem budowlanym. Niektórzy jego przedstawiciele, szczególnie ci, którzy kreatywnie podchodzili do rozpoznawania zysków w ostatnich latach i żyli mocno na kredyt, poczuli nawet przysłowiowy nóż na gardle. Kursy ich akcji załamały się o dziesiątki procent. Czyż nie jest to sytuacja podobna do tej, znanej z Grecji, Hiszpanii itd.?
Reasumując, sytuacja w Europie robi się coraz bardziej nerwowa. A czas gra na niekorzyść zadłużonego Starego Kontynentu. Czekamy na jakiś przełom, który znowu wleje trochę nadziei w serca inwestorów. Ale trzeba sobie zdać sprawę z tego, że samym drukowaniem pieniędzy przez EBC z kryzysu strefa euro nie wyjdzie.
Autor jest także profesorem nadzwyczajnym w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.
/az
Reklama
23.05.2012



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania