Trudno dziś o dobrego zarządzającego
Wywiad Parkietu z Tomaszem Publicewiczem, prezesem Analiz Online
Parkiet: Na stanowiskach zarządzających funduszami jest spora rotacja. Czy to specyfika polskiego rynku, czy też norma w tym biznesie?
Tomasz Publicewicz: Polski rynek funduszy na pewno wyróżnia się pod tym względem. Średnio rzecz biorąc, jeden zarządzający spędza przy jednym funduszu niewiele więcej niż dwa lata. Można powiedzieć, że wynika to z „wąskości” kadr. Zarządzających z dużym doświadczeniem czy wybitnymi osiągnięciami – tzw. track-recordem - nie ma u nas zbyt wielu. Znanych, rozpoznawalnych nazwisk jest garstka. Ruchy inicjują raczej instytucje, a nie sami zarządzający - w tym kontekście od 2007 roku jest to wciąż rynek pracodawcy.
Powstają nowe TFI, które znanymi nazwiskami chcą przyciągnąć klientów (z reguły pośrednio – poprzez dystrybutorów, którzy lepiej wiedzą kto jest kim). „Stare” TFI tworzą nowe produkty i uruchamiają nowe strategie, do których potrzebują często nowych komperencji. Osoby „z nazwiskiem” często wybierają samodzielność - tak było np. w przypadku Konrada Łapińskiego, Roberta Nejmana, czy obecnego zespołu Caspar AM. Wielu z nich odchodzi do tzw. szeroko pojętego „biznesu” – Adam Chełchowski, dziś w Capital Partners „przeszedł” przez grupę R. Karkosika, Paweł Borys do PKO BP trafił z AKJ utożsamianego z J. Kulczykiem, Tomasz Tarczyński tworzył TFI dla rodziny Dudów. Lukę, która po nich pozostaje – ze względu na niedojrzałość rynku - TFI muszą jakoś wypełnić. Mogą oczywiście postawić również na młodych zdolnych, jednak oni potrzebują czasu, żeby stać się rozpoznawalni i przyciągać klientów.
Trochę to przypomina weselną grę w krzesła, których jest mniej niż chodzących dookoła nich ludzi. W tym przypadku krzesła symbolizują zarządzających, a chodzący wokół nich ludzie to głodne kadr instytucje.
P: TFI wciąż podkreślają, że inwestując w fundusze trzeba przyjąć długą perspektywę i uzbroić się w cierpliwość. Tymczasem, może się okazać, że w zalecanym w przypadku funduszy akcji horyzoncie pięcioletnim, naszymi oszczędnościami będzie zarządzało kolejno dwóch różnych zarządzających.
TP: Dwóch jeżeli będziemy mieli szczęście, w przypadku pecha może być ich nawet pięciu. Długoterminowe wyniki funduszy są obciążone bardzo dużym ryzykiem związanym z rotacją kadr. To może być przykład funduszu Allianz Akcji Plus – jego wyniki wypracował zarządzający, którego od marca już tam nie ma. To oczywiście nie oznacza, że powinniśmy wycofać z niego pieniądze, TFI Allianz wciąż może być dobrą instytucją, a nowy zarządzający może powtórzyć sukces poprzednika. Jednak inwestorzy powinni mieć świadomość tego ryzyka, rozumieć je. Działa to też w drugą stronę – wcale nie jest powiedziane, że zarządzający powtórzy swój sukces w nowym miejscu pracy. Szanse są może spore, ale gwarancji nie ma.
Problemem jest słaby dostęp do tych informacji - mało jest inwestorów, którzy są w stanie przebrnąć przez kilkudziesięciostronicowe prospekty informacyjne funduszy i śledzić ich aktualizacje, w których pojawiają się informacje o zmianach zarządzających. Pod tym względem kluczową rolę odgrywa sprzedawca. Uczulenie inwestorów na ryzyko kadrowe, wytłumaczenie go to kwestia dobrego serwisu posprzedażowego i elementarnej wiedzy osób dystrybuujących fundusze i produkty na nich oparte.
P: Coraz więcej TFI stawia na modele zarządzania, w których odpowiedzialność za wyniki funduszu nie jest przypisywana konkretnym osobom, tylko całemu zespołowi, w których decydującą rolę odgrywają nie kompetencje zarządzającego lecz proces inwestycyjny. Czy to próba minimalizacji ryzyka kadrowego?
TP: Zespołowy model zarządzania nie gwarantuje sukcesu. Jako przykład można podać zespołowo zarządzane fundusze Arka, których wyniki jednak pogorszyły się gdy odeszły kluczowe osoby (choć w tym przypadku był to również zbieg kilku innych okoliczności). Z drugiej strony na pewno minimalizuje pewne ryzyka, np. takie, z którymi mieliśmy do czynienia w Skarbcu po odejściu Konrada Łapińskiego. Próby znalezienia kogoś, kto w godny sposób by go zastąpił spaliły na panewce. Tak naprawdę te lata okazały się stracone – próbowanie kolejnych osób w modelu indywidualnym nie przyniosło efektu. W końcu Skarbiec pozyskując Ludmiłę Falak-Cyniak z KBC TFI i postawił na wypracowanie nowego, zespołowego procesu inwestycyjnego.
Dobranie osób do takiego zespołu jest równie trudne, co znalezienie jednostki, która sama, indywidualnie, wypracuje dobry wynik. Trzeba znaleźć kogoś kto będzie pasował do tego konkretnego modelu zarówno pod względem wiedzy, jak i osobowości czy cech charakteru.
I żeby było trudniej – to wcale nie jest tak, że model zespołowy jest lepszy dla klienta, na pewno jest łatwiejszy dla instytucji – w wymiarze operacyjnym i medialnym, marketingowym – TFI wyraźnie daje do zrozumienia, że dąży do ograniczenia ryzyka kadrowego. Nie mamy jednak gwarancji, że wraz rotacją zarządzających w modelu zespołowym wyniki inwestycyjne uda się powtórzać w przyszłości
Za: Parkiet, nr 88 (2012-04-17), s. 02, Jan Morbiato, Wyniki idą za zarządzającym
Reklama
17.04.2012



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania